Do Bazyliszka chadzałam często na wczesnych studiach, kiedy jeszcze nie zorientowałam się, że starówka nie jest modna. Przyciągały mnie promki (codziennie coś innego) i tanie piwo w litrowym kuflu. Ale przyznam, że nigdy nie byłam fanką.
Ostatnio byłam tam znowu i wciąż fanką nie jestem. Promki wciąż są, piwo wciąż tanie (teraz jest Książęce, za dawnych czasów było jakieś gorsze), ale jedzenie ciągle mnie nie zachwyca. Jadłam ostatnio tatara i o ile był naprawdę słusznych rozmiarów, o tyle smaku nie mogłam poprawić ani maggi, ani solą, ani pieprzem. Ten tatar był nijaki. Nie zatrułam się, ok, ale to nie wystarczy.
Do tatara zaserwowano wybitnie nasączone masłem grzanki z ciemnego chleba, czosnek w ząbkach i wyciskarkę. I można było zrobić sobie grzanki czosnkowe. Pomysł może i oryginalny, ale nie miałam ochoty na to, żeby do końca wieczora moje palce pachniały czosnkiem, więc zrezygnowałam.
Wnętrze ogromne w lekko industrialnym klimacie czesko-bawarskim. Generalnie podobałoby mi się, gdyby nie to, że jest dość mało przytulne, no i zawsze jest mnóstwo ludzi. Z tego powodu obsługa, choć miła, czasami nie daje rady. read more