Miła atmosfera, sporo miejsca, nie ma ścisku. Obsługa również sympatyczna, przeważają młode uśmiechnięte osoby. Krakusi się zaraz oburzą, ale to chyba jedyna krakowska pierogarnia, w której nie przykleiłem się do stołu - duży plus za zachowanie ogólnego porządku i higienę. Samo jedzonko - pycha! W tym wypadku nazwa lokalu jest znacząca, spróbowaliśmy z żoną w sumie czterech rodzajów pierogów - ja ukraińskie oraz chłopskie z sosem borowikowym, żona natomiast z borówkami i jabłko w płatkach róży - to ostatnie brzmiało tak smakowicie, że sam ukradłem jednego pierożka na spróbowanie, choć osobiście na słodko nie lubię - a tutaj niespodzianka, smak bardzo ciekawy, ciasto delikatne, od razu przypominało mi się to, które jeszcze babcia robiła (pochodziła z Kresów). Pierogi przepijaliśmy kompotem owocowym - prawdziwym kompotem, a nie za przeproszeniem popłuczynami po kompocie, jak to miało miejsce w jednej z restauracji, której nazwy przez litość nie wymienię. Dekoratorem wnętrz nie jestem, ale wystrój jak dla mnie pasuje do klimatu pierogarni - ceglane ściany, udekorowane dodatkowo dyplomami.
Podsumowując Królestwo jak najbardziej, a pierożków zwłaszcza! read more